kolekcje
fb  ig
Bartosz Kruczynski
00

Bartosz Kruczyński to jeden z najaktywniejszych i najbardziej płodnych polskich producentów. Jego twórczość jest znana zarówno fanom tanecznych, jak i spokojniejszych brzmień. Z Bartkiem spotkaliśmy się w jego kawalerce na Żoliborzu, gdzie porozmawialiśmy o miłości do polskiego jazzu, fenomenie wschodnioeuropejskiego minimalizmu oraz dlaczego muzyka w Kraju Kwitnącej Wiśni jest tak fascynująca. Kawka w Ósmej Kolonii, niespieszny obiad w Jaskółce i żoliborskie mini-tournée zaliczone.

02c

Jazz, minimalizm i wschód Europy

Myślałem sporo o motywie, w który moglibyśmy pójść. Nie ukrywam - było z tym ciężko. Większość płyt, które wybrałem, znajduje się gdzieś pomiędzy ambientem, popem a lekką muzyką taneczną. Wszystkie są też trochę smutne i melancholijne.

To jest album Bass Line Krzysztofa Ścierańskiego, którego zdecydowanie brakowało w mojej kolekcji, na szczęście nabyłem go stosunkowo niedawno. Okładka bardzo mi się podoba, jest wyraźnie polska. W numerze, który leci teraz w tle, Ścierański naśladuje głos wieloryba za pomocą gitary basowej. Cenię sobie polski jazz i jego nazewnictwo. Jest taki album Zbigniewa Lewandowskiego, na którym również udziela się Ścierański. Znajduje się na nim mocno „kacowy” utwór - Zmęczenie.

Bardzo dużo winyli, które kupuję, posiadają wyraźne ejtisowe znamię. Może dlatego, że muzyka, przy której dorastałem miała takie „plastikowe” brzmienie. Mój ojciec słuchał dużo elektroniki - Klausa Schulze, Tangerine Dream, ale miał też nagrane Papa Don’t Preach Madonny na taśmie szpulowej. Ciekawy okres, w którym zaczęły pojawiać się automaty i maszyny, a wciąż używano organicznych instrumentów. Zdecydowanie lubię taką fuzję.

Tak wyszło, że pierwszym kluczem, którym się pokierujemy, będzie muzyka ze wschodniej Europy. Płytę Mirki Krivankovej poznałem dzięki miksowi Jamiego Tillera z Music from Memory. Muzyka z naszego regionu wcale nie odbiega jakościowo od tego, co możemy usłyszeć w Japonii czy we Włoszech, które też czerpały z podobnych, ambientowo-minimalistycznych źródeł. Ludzie często nie dostrzegają tego, co mają pod nosem, a z rodzimej i sąsiedniej twórczości można wyciągnąć naprawdę sporo inspiracji. Największą frajdę sprawia mi kupowanie płyt, które znajdują się poza różnymi prądami. Oczywiście, można wydać 100 euro na unikatowy winyl z Japonii, ale przecież fajniej jest kupić zapomniany czeski album za 20 zł, który brzmi bardzo podobnie albo nawet ciekawiej. Zresztą, dużo z tych wydawnictw zyskuje później na wartości. Ciężko powiedzieć na czym polega to zainteresowanie Japonią. Może to po prostu hajp na hajp (śmiech). A propos hajpu i cen - miałem kiedyś zabawną sytuację z Jaromirem z Ptaków. Zupełnie nieświadomie zaczęliśmy licytować tę samą płytę. Był to ambientowy winyl Haroumiego Hosono z początku lat 90., dość rzadka rzecz. Po zakończeniu aukcji dowiedziałem się, że zupełnie niepotrzebnie przebijałem mu tę płytę (śmiech). Ostatecznie zapłacił sporo więcej... Co ciekawe, później wystawił ją ponownie na Discogsie i wtedy od razu kupił ją JD Twitch z Optimo.

03d


04a


05

Trzeba sobie jasno powiedzieć - muzyka z naszego regionu wcale nie odbiega jakościowo od tego, co możemy usłyszeć w Japonii czy we Włoszech, które to kraje też czerpały z podobnych, ambientowo-minimalistycznych źródeł. Ludzie często nie dostrzegają tego, co mają pod nosem, a z rodzimej i sąsiedniej twórczości można wyciągnąć naprawdę sporo inspiracji.

Wracając do Mirki Krivankovej - na tej płycie znajduje się piękny utwór inspirowany minimalizmem z marimbą. Nie jest to popularna płyta w Polsce, ale w rodzimym kraju już tak. Jak już jesteśmy w tym temacie - węgierski minimalizm Grupy 180. Jednym z autorów jest Tibor Szemző, który wydał również dość eksperymentalną płytę pod koniec lat 80. Łączy na niej automat perkusyjny, flet i ambientowe pady, bardzo interesująca rzecz. Swego czasu, kompozycja pojawiła się w jednym z miksów Vladimira Ivkovica. Mało osób interesuje się tematem węgierskiego minimalizmu, a szkoda, bo to kopalnia znakomitej muzyki.

Bardzo cenię polski post-rockowy/new wave’owy zespół Rendez Vous z lat 80. Jako Ptaki samplowaliśmy perkusję z jednego z ich utworów. Śmiesznie tani krążek, można spokojnie kupić za 10 zł. W tym celu polecam antykwariat na warszawskiej Tamce, gdzie oprócz książek można też dostać fajne i często bardzo dziwne płyty. Mam nawet jedną wybraną, zespołu White Noise, założonego przez ludzi związanych ze środowiskiem studia eksperymentalnego BBC. Nagrywali ten album bardzo długo, jest tam sporo edycji taśmowej, przyspieszania wiolonczeli, żeby brzmiała jak skrzypce itd. Niesamowicie psychodeliczne brzmienie, w pewnym momencie, w środku numeru pojawiają się odgłosy seksu. Odważna i nieoczywista płyta, jak na lata 60.

Posiadam w kolekcji sporo muzyki poważnej wydawanej w różnych krajach. Czerpię dużą przyjemność ze słuchania kompozycji, w których występują powtarzające się sekwencje i arpeggia. Muzykę elektroniczną i poważną traktuję na równi. Tą powtarzalność słychać zarówno u Tangerine Dream czy Steve’a Reicha, jak i w muzyce klubowej. Tutaj - absolutnie nieznana i bardzo rzadka płyta - private press niemieckiego albumu, również minimalistycznego – Minimal Orchestra. Niestety, mało o niej wiem, ale jej zawartość jest naprawdę piękna. Z podobnych rzeczy, album zespołu, w którym gra Suso Saiz, którego płyty wydaje wytwórnia Music from Memory. Znów dużo tutaj marimby, damskich wokaliz - bardzo tropikalny jazz połączony z minimalizmem.

07a


08c

Smutek i bass

Bardzo cenię didżejów, którzy płyną pomiędzy różnymi gatunkami. Za to uwielbiam m.in. wspomnianego wcześniej Ivkovica. Do takiej walki z kontekstem i jego naginaniem – ścieżka dźwiękowa do Liquid Sky. Reżyser tego dzieła na początku kręcił dokumenty o carskiej Rosji, później wyemigrował do Nowego Jorku, gdzie zaczął się interesować zupełnie inną tematyką. Liquid Sky to film o modelkach, dragach, o seksie, życiu nocnym i klubowym. W ramach ciekawostki - był także zaangażowany w ścieżkę dźwiękową tego dzieła. Część powstawała w bibliotece i za pomocą wypożyczonego sprzętu. Dla mnie ścieżka momentami brzmi bardzo grime’owo. Jednym z pierwszych gatunków, jaki zacząłem kupować na winylu, był właśnie grime i bassowe produkcje z Wielkiej Brytanii. Skłaniałem się raczej ku popularnym w tamtym okresie brzmieniom - Joy Orbison, Bok Bok, Night Slugs. Mam np. white label Jam City, gdzie nagrana jest przeróbka utworu DJ Bone’a, co ciekawe, grime’owo-ambientowa.

Idąc tropem ambientów, ostatnio zacząłem kupować dość tanie płyty klubowe, które na stronie B mają ciekawe ambientowe wersje. Progressive house, trance i tego typu gatunki. Tam odkrywam sporo fajnych rzeczy, dużo osób je olewa i traktuje jako podmuzykę. Nie oceniam, czy słusznie, czy nie - dla mnie mają jakąś wartość.

Nigel RolfeIsland Stories to kompletnie nieznana płyta, którą nabyłem na Allegro. Irlandzki artysta, który może kojarzyć się z późnymi produkcjami Davida Byrne’a i Briana Eno i nowojorską eksperymentalna sceną. Momentami brzmi trochę jak wspomniany Jam City. Historia, jaka stoi za utworem, który właśnie słyszycie, jest niezwykła. Amerykański weteran II Wojny Światowej przychodzi do sklepu muzycznego kupić gramofon, po czym dowiaduje się, że cały sprzęt jest japoński i dostaje ataku traumy. Przez cały utwór są wymieniane wszystkie japońskie firmy. Mocno opętańczy utwór, nazywa się Made in Japan.

W temacie smutków - zawsze mnie bawiło, że nasza płyta Przelot została odebrana jako wakacyjna, kiedy w rzeczywistości było zupełnie inaczej. To album nagrywany zimą, przy pełnej melancholii.

10


10b


11a

Następna płyta to legenda house’u, Mr. Fingers, którego bardzo cenię za melancholię, jaką wprowadza do swojej twórczości. Właśnie tego poszukuję w muzyce. Na przestrzeni lat Mr. Fingers nagrywał zresztą bardzo różnorodne rzeczy, od hip-hopu do ambientu.

W temacie smutków - zawsze mnie bawiło, że nasza płyta Przelot została odebrana jako wakacyjna, kiedy w rzeczywistości było zupełnie inaczej. To album nagrywany zimą, przy pełnej melancholii. W jednym utworze są zsamplowane dźwięki wybuchającej łodzi podwodnej, inny inspirowany był Krótkim filmem o zabijaniu Kieślowskiego. Przechodząc płynnie - płyta zespołu Beach Boys - mam też sporo popowych i rockowych albumów - jest na niej lekka i przebojowa piosenka, którą Brian Wilson nagrał, będąc w głębokiej depresji. Na początku mówiłem wam o Madonnie, więc wrócę do niej na moment, bo znalazłem płytę z bardzo dobrą piosenką, również smutną – The Look of Love. Słychać tutaj arpeggia podobne do Tangerine Dream.

Posłuchajmy sobie teraz Sade. Chciałbym przy tej okazji wspomnieć jeszcze o kulturze bootlegów. Nieoficjalne remiksy, mashupy i reworki. Mam klubowy edit tego wspaniałego utworu, nagrany przez Kenny’ego Larkina z Detroit. A tutaj kolejna piosenka o związkach – Lil Louis – I Called You. Dużo płyt, które posiadam, zawierają piosenki o miłości. To trochę głupie, ale czasami gubię się w swoich płytach, do tego stopnia, że kiedyś rozmawiałem z Jackiem Plewickim o Blackout Lil Louisa, później bardzo długo go szukałem i chciałem go kupić. Okazało się, że płyta od dawna jest w mojej kolekcji, tylko kompletnie o niej zapomniałem.

13


14

Dużo w kulturze klubowej dzieje się też na Ukrainie czy w Gruzji, u nas jest z tym różnie. Często nagrywamy też muzykę, której w Londynie czy w Berlinie jest już bardzo dużo, może dlatego warto przedstawiać coś oryginalnego, jakiś pierwiastek polskości.

Japonia

Puszczę wam teraz trochę japońskiego disco, które brzmi podobnie do amerykańskich klasyków. Japończycy projektują świetne okładki, które mocno ich wyróżniają. Każda płyta i książka musi być dodatkowo opisana, taka nakładka mówiąca, czym jest dany produkt. Fascynują mnie obi, bo to małe dzieła sztuki, super to wygląda. A to Mkwaju Ensemble, gdzie udziela się Midori Takada, którą kojarzy obecnie sporo osób. Kiedyś grałem cover tego utworu na zakończenie koncertu Baltic Beat na Unsoundzie. Dalej, Hiroshi Yoshimura, ciekawa postać, bo nagrywał jedynie muzykę tła, ta konkretna płyta to reklama perfum. Spencer D z Visible Cloaks wydał niedawno reedycję Yoshimury, a także prowadzi serię doskonałych podcastów na temat japońskiego new age’u. Sporo muzyki poznałem właśnie dzięki niemu. Bardzo ciekawa postać z ogromną wiedzą o muzyce.

Zagranica

Dużo płyt, które kupuję, kojarzą mi się z podróżami. Staram się coś nabyć podczas każdej wizyty zagranicą. Na tę płytę długo polowałem, w końcu udało mi się ją dorwać w Mediolanie. Nagrał ją artysta Gavin Bryars związany ze środowiskiem Briana Eno. Nieco ironiczna rzecz - puszczałem ją kiedyś na warszawskim Brzasku i ludzie się przy niej relaksowali, a album jest poświęcony ofiarom Titanica. Mam też stamtąd włoski winyl z dziwną jazzowo-tribalową muzyką - Paolo Modugno - Brise D'Automne. Sklep nazywa się Metropolis, jest nieco oddalony od centrum, ale to jeden z lepszych record store’ów, w jakich byłem. Z Mediolanu mam też private press z tamtejszą elektroniką - Vinize - Percorsi Immaginari. Właściciel Il Discomane powiedział mi, że autor tej płyty sam przyniósł ją do sklepu, bo kilka kopii zalegało mu w domu od 15 lat. Bardzo podoba mi się okładka, dość minimalistyczna, nieco kiczowata, ale ma swój klimat. Takie wizyty w sklepach mocno uświadamiają i sprowadzają na grunt. Często obcujesz z niespełnionymi marzeniami artystów. Płyta ma dziwne brzmienie, nawet dość klubowe.

Pocztówkę przy gramofonie dostałem od Lubomira – Lutto Lento. Dołączył ją mi kiedyś do paczki, kiedy wydawał moją kasetę w Sangoplasmo. Pytałeś o sukcesy za granicą? Może pojawiają sie one dlatego, że mniej mamy już kompleksów i oporów. Udało nam się je przełamać. Trzeba się odważyć i pokazać się, jeśli chce się zaprezentować muzykę szerszemu gronu. Coraz więcej osób tak robi mimo ograniczonego zainteresowania Polską. Wiecie, sporo wynika też z tego, że nie jesteśmy jakimś super ciekawym i wyjątkowym krajem. Dużo w kulturze klubowej dzieje się też na Ukrainie czy w Gruzji, u nas jest z tym różnie. Często nagrywamy też muzykę, której w Londynie czy w Berlinie jest już bardzo dużo, może dlatego warto przedstawiać coś oryginalnego, jakiś pierwiastek polskości.

Warto budować swój osobliwy muzyczny świat.

97

Bartosz Kruczyński – artysta wielu pseudonimów. Earth Trax to projekt skupiony wokół muzyki klubowej, natomiast pod własnym nazwiskiem tworzy on bardziej ambientowe krajobrazy. Ostatnio ukazał się jego kolejny album, tym razem pod aliasem Pejzaż. Z Jaromirem Kamińskim współtworzył niegdyś duet Ptaki.

Do tej pory wydał trzy pełnoprawne albumy oraz kilkanaście singli w polskich i zagranicznych wytwórniach. Ostatnie płyty to album Baltic Beat wydany pod imieniem i nazwiskiem oraz single dla Shall Not Fade czy Phonica Records - największego sklepu z muzyką klubową w Londynie, a także Ostatni Dzień Lata, będący pierwszym longplayem powracającej wytwórni The Very Polish Cut Outs.

W swoich setach jako Earth Trax porusza się po obrzeżach muzyki klubowej, romantycznej oraz chill outu.

99