kolekcje
fb  ig
Barrakuz
00

Nasz kolejny gość nie jest ani producentem muzycznym, ani didżejem ani etatowym muzykiem. Jednak jej pasja do muzyki nie jest wcale mniejsza niż wyżej wymienionych. Winyle kolekcjonuje dla przyjemności, nie śledzi nałogowo Discogsa, a najbardziej ceni sobie wyjście do record store’u i fizyczny kontakt z płytami. Beata Śliwińska aka Barrakuz to obecnie jedna z najbardziej pożądanych graphic designerek i ilustratorek na rynku. Wpadliśmy do jej przytulnego mieszkania na Starym Mokotowie, żeby pogadać o emocjach towarzyszących muzyce, a także o równie istotnej i często bagatelizowanej jej wizualnej stronie.

02c

Przed wizytą poprosiliście mnie o przygotowanie jakiegoś klucza rozmowy. I wtedy trafiło do mnie, że moja kolekcja składa się z tak szerokiego gatunkowego spektrum, że ciężko byłoby mi któryś pominąć. Dawno nie robiłam też remanentu, zresztą nie jestem jakimś nałogowym zbieraczem płyt. Robicie wywiady z producentami, którzy mają całe ściany winyli. Dla mnie kupowanie “dwunastek” to jest terapeutyczna sprawa. Duży format, można podotykać, poczuć, dopiero potem położyć na gramofonie.

Przechodząc do meritum, czyli muzyki, zacznę od Lapaluxa i jego przedostatniego albumu Lustmore. Z punktu widzenia graficznego jest to świetnie wydana rzecz. Bardzo mi się podoba: wyraźnie ocieka bogactwem, jest pokryta zamszem, co tu dużo mówić – stylistyczna piękność. Zobaczcie, w środku są ilustrowane koperty, a same winyle mają nietypową barwę. Jeśli chodzi o estetykę wydania, to jest to mój top. Nie zapominajmy oczywiście o muzyce, która to pierwsza uwiodła mnie na tym albumie, więc nie jest też tak, że zostałam kupiona tylko wizualnie. Dla kontrastu wyjęłam strasznie starą płytę Billa Withersa, włączymy ją, bo to niesamowicie przyjemna muzyka. Jest to historia z cyklu: “wyszłam po bułki do sklepu, wróciłam z płytą”. Na okładce też widnieje alkohol, kieliszki, czyli zupełnie jak w przypadku Lapaluxa. Skojarzyło mi się, to swoiste spotkanie dwóch epok, dwóch stylistyk, ale wciąż tak bliskich sobie.

04z

Idąc dalej – często kupuję jazzujące płyty. Mulatu Astatke i jego klasyczny album Mulatu of Ethiopia. Nie wiem, czy wiecie, ale Etiopia była jedynym nieskolonizowanym afrykańskim krajem. Dlatego tamtejsza muzyka jest tak wyjątkowa, bo pozbawiona jakiegokolwiek wpływu z zewnątrz. Rozwój tamtejszej muzyki w latach 70. czy 80. był niesamowity, stąd baza ethiojazzu może przyprawić o niemały ból głowy. Uwielbiam afrykańskie klimaty - drapieżne tygrysy, tropikalna roślinność – widać to zresztą w projektowanych przeze mnie grafikach. Szybko zmieniając lokalizację - kolejna świetna płyta i zarazem jeden z moich ostatnich nabytków. Islandzka grupa ADHD, grająca - nie mogło być inaczej - jazz. Super fajne wydanie - muzycy zrobili sobie grupowe zdjęcie z rodzinami każdego członka zespołu, spójrzcie tylko na tę rozkładówkę! Czuć, że to totalnie islandzki klimat. Zresztą, album powstał sumptem tych wszystkich krewnych. Nie kreują się na gwiazdy, są normalnymi ludźmi i świetnymi muzykami. Winyl jest też wydrukowany na rewersie, jest matowy na zewnątrz, a w środku śliski. Nieco droższy i trudniejszy zabieg patrząc ze strony graficznej, ale zdecydowanie warty wysiłku. Taki sam przypadek widać na krążku Howl od Rival Consoles, który również bardzo sobie cenię. Jest super złożony pod względem estetycznym - po raz kolejny mamy przypadek kolorowego wosku - a muzycznie to elektroniczna ekstraklasa.

Pozostając w temacie kolorów – Unknown Mortal Orchestra i ich trzeci album Multi-Love. To dla mnie bardzo zimowa muzyka, która maksymalnie mnie rozgrzewa i pozytywnie nakręca. Kojarzy mi się trochę skejtersko, frywolnie i beztrosko. Bardzo lubię Clarka, na jego starszych płytach również kształtowałam swój muzyczny gust, a w kolekcji posiadam winyl zatytułowany po prostu Clark z 2014 roku. Również przykład zimowych brzmień, w sumie dawno jej nie słuchałam, więc z przyjemnością ją teraz włączę. Ciekawie wydany album, to wycięcie w okładce można sobie dowolnie customizować, zależnie od ułożenia sleeve’ów wewnątrz.

06a


06zz

Etiopia była jedynym nieskolonizowanym afrykańskim krajem. Dlatego tamtejsza muzyka jest tak wyjątkowa, bo pozbawiona jakiegokolwiek wpływu z zewnątrz. Rozwój tamtejszej muzyki w latach 70. czy 80. był niesamowity, stąd baza ethiojazzu może przyprawić o niemały ból głowy.

Ahmad Jamal - klasyk, każdy, kto słucha jazzu, powinien go znać, bo to prawdziwy guru i autorytet. Muzyczna biblia - Jamal to artysta bardzo często samplowany w innych utworach. Okładka jest przepiękna, mogę się nią zachwycać długimi godzinami. Mam też następną płytę z wytwórni Erased Tapes, niemieckiej stajni, którą cenię sobie wysoko. To Nils Frahm i Ólafur Arnalds w ich wspólnym dziele Loon. Mam też solową płytę Nilsa, to chyba jedyny krążek w mojej kolekcji, będący jedynie ścieżką piano.

Idąc dalej - Otis Redding, jego absolutnie kultowa płyta The Dictionary of Soul i tragiczna historia z nią związana. Jest to tzw. ‘90-tka’, czyli cienki, dość delikatny winyl i kiedyś, kiedy jeszcze gramofon stał u mnie na parapecie, odkształcił się od słońca. Jest teraz cały pofalowany, mówiąc dosłownie - płakałam, kiedy do tego doszło. Strasznie ciasno nagrany, aż 8 numerów zmieściło się na jednej stronie, co zdecydowanie nie idzie w parze z jakością dźwięku (śmiech). Puszczę wam numer, z którego samplowali Jay-Z i Kanye na Watch the Throne - Try a Little Tenderness. U mnie gra dobrze przez jakieś 30 sekund (śmiech). Z klasyków: Glenn Miller, książę Duke Ellington, bardzo uniwersalna muzyka, która zawsze dobrze wchodzi. Rosyjski press Elli Fitzgerald za 10 zł albo Nina Simone w wersji na żywo, jedna z moich ulubionych. Owa Nina jest albumem, który cudownie koi i pobudza stan wyjątkowej podświadomości. Została przeze mnie wyszukana podczas pobytu w Wilnie. Jest też Billie Holliday oraz płyta z Biedronki - Miles Davis. Nie da się ukryć - posiadam sporo klasycznych płyt. Kiedy gdzieś wyjeżdżam, lubię przywieźć sobie pocztówkę z wakacji właśnie w postaci winyli. Miałam tak w Kopenhadze, gdzie zrobiliśmy sobie mały miejski digging. Weszliśmy też do sklepu, w którym bardzo często bywają muzycy Rhye i tam właśnie nabyłam ich album Woman.

(w tle wciąż przygrywa Otis, który radzi sobie znacznie lepiej niż zapowiadane 30 sekund)

08aa
08b


08xx


08z

Rosyjski press Elli Fitzgerald za 10 zł albo Nina Simone w wersji na żywo, jedna z moich ulubionych. Owa Nina jest albumem, który cudownie koi i pobudza stan wyjątkowej podświadomości. Została przeze mnie wyszukana podczas pobytu w Wilnie.

Zdarza się też, że mam ochotę na płyty, które są soczyste, wyraźnie rockowe. Z jednej strony bardzo klasyczne wydanie Rage Against the Machine, z drugiej koncertowa wersja Gary’ego Clarka Jr. Mam też sporą słabość do Josha Homme’a z Queens of the Stone Age. Mam w rękach ostatnią płytę Villains - fajne wydanie, bo nagrane są 3 z 4 stron winylowych. Na jednej jest wygrawerowana grafika tychże ‘villainsów’. Wożę muzykę QOTSA również w aucie i to jest jedyne miejsce, w którym słucham płyt CD. Po wrzuceniu płyty w odtwarzacz dzieje się tak, że jadę zdecydowanie za szybko. Śmieję się, że to dobra okazja do złapania mandatu (śmiech). O moim typowo rockowym podłożu niech świadczy fakt, że mój starszy brat gra na gitarze, ja również podjęłam próby nauki. Żeby było ciekawiej, to chłopaki z Hańby!, którzy wygrali teraz Paszport Polityki, w połowie pochodzą z moich okolic. Nawet pojawili się kiedyś w muzycznej kanciapie, jaką mieliśmy obok domu. Śmieję się, że Hańba! grała u mnie na podwórku.

I oczywiście Radiohead - jeden z zespołów życia, jestem ich psychofanką. Nie mam całej dyskografii ekipy dowodzonej przez Thoma Yorke’a, ale te najważniejsze dla mnie stoją na półce: In Rainbows, OK Computer w specjalnej edycji oraz ostatni A Moon Shaped Pool. Pięknie wydane, zadrukowane dwustronnie, prawdziwy rarytas. Kiedyś te okładki wisiały u mnie na ścianie. W tym miejscu muszę przyznać, że zdarza mi się oceniać płyty po okładkach (śmiech). Żeby nie było - u mnie z muzyką jest tak, że słucham jej bardzo emocjonalnie.

O, tutaj kolejny personalny klasyk - Ma Fleur z repertuaru The Cinematic Orchestra. Specjalne wydanie ze zdjęciami, ma już swoje lata, to chyba 2007 rok. Na ubiegłorocznym tauronowym koncercie byłam oczywiście w pierwszym rzędzie. Podczas studiów, w 2008 roku - był to może mój drugi rok w Warszawie - The Cinematic Orchestra grali w Palladium. Do tej pory pamiętam, jak bardzo emocjonalnie wpłynęły na mnie te dwie godziny muzycznej uczty. Wciąż myślę, że to jeden z lepszych koncertów, jakie przeżyłam. Pamiętam też, że podczas tego koncertu stał za mną Emade. Coś w tym jest, ponieważ ostatniego roku na Open’erze, kiedy swój DJ set grał Arca, stał za mną sam James Blake! Wyobraźcie sobie zatem moje rozkojarzenie (śmiech). Jestem trochę ekskluzywnym groupie, mam swoich idoli, do których wzdycham, cieszę się i emocjonuję. Podobnie było podczas koncertów Sigur Rós, których miałam okazję zobaczyć trzy razy. To taka wewnętrzna cząstka ciebie - karmisz duszę tymi doznaniami. Bogactwo przeżyć, które lubię kolekcjonować.

10a


10z

Jak sami widzicie, jeśli chodzi o moją kolekcję, to jest to przekrojówka. Nie słucham muzyki tylko hip-hopowej albo rockowej, u mnie przenikają się w zasadzie wszystkie gatunki. O, to moja jedna z ulubionych płyt, czyli Young Fathers i ich debiut Dead. Widziałam ich dwukrotnie - w Cafe Kulturalnej i na niemieckim Melt! Festival. Zawsze ciary na plecach, są rewelacyjni!

Mam też dużo płyt z katalogu U Know Me Records, z którymi kilka lat temu zaczęłam bliżej współpracować. Galus, znacie go? Niedoceniony artysta, a płyta jest prawdziwym cudem i do tego wspaniale wydana, krążek w rzucającym się w oczy różowym kolorze. Nowy Bonobo, lubicie tę płytę? No właśnie, ja też nie jestem do niej przekonana. Muszę natomiast przyznać, że na pierwszych albumach Simona Greena kształtował się mój gust muzyczny. Mam oczywiście Bitaminę, nie mogłam jej przeoczyć, długo czekałam, aż wyjdzie na winylu. Tutaj EABS i ich Repetitions, znakomita rzecz, którą sobie teraz puścimy. Astigmatic Komedy to jest taka płyta, którą chciałabym mieć w pierwszym pressie.

Pokazałabym wam nową płytę Night Marksów, ale wypożyczyłam ją na wystawę cover awArts. Daniel Drumz i jego debiutancka płyta, również wydana w U Know Me. Jedna z ciekawszych okładek - Twardowski Is a Synth Freak i fluorescencyjne dzieło Edgara Bąka. A to jest pierwszy winyl, który sama zaprojektowałam. Ekskluzywne wydanie rapowego trio Parias - wyszło limitowane 40 sztuk, w całości robione ręcznie na sitodruku w V9. Do każdej piosenki był zaproszony inny artysta wizualny: Lis Kula, Znajomy Grafik, Kosma Ostrowski, Szymon Golis, Michał Polaczek i wielu innych. Tak naprawdę dzięki temu projektowi, moja okładkowa przygoda nabrała rozpędu. Ale od początku: to nie są wszystkie płyty O.S.T.R, jakie mam, bo część wożę w aucie, ale posiadam całą kolekcję projektów Grzegorza Forina przygotowanych dla łódzkiego rapera. W czasie licealnym byłam ogromną fanką prac Grześka i wszystkiego, co zrobił dla Adama. Z tego, co wiem, tam naprawdę były ogromne budżety - autorzy niejednokrotnie zamieszczali jakieś gry, ukryte płyty, wymienialne okładki i wiele innych gadżetów.

Jakiś czas później pojawiła się opcja wydania warsztatowego Pariasu, właśnie z Forinem, a całość odbywała się na zasadzie konkursu. W tym gronie znajdował się też m.in. Dawid Błażewicz, czyli autor okładki nowego Otsochodzi. Projekt zajął nam około miesiąca codziennej pracy. Pracowałam wtedy w agencji, więc codziennie po pracy jechałam do studia graficznego na Hożej, siedząc nad projektem do późnych godzin nocnych. Dla mnie była to super przygoda. Ostatnio rozmawiałam z Forinem i przyznaliśmy, że granica mistrz-uczeń, gdzieś tam się zatarła i robimy rzeczy na podobnym poziomie. A jeszcze kilka lat temu byłam “szarą myszką”, zapatrzona na - wydawać by się mogło - nieosiągalne wzorce. Miłe wspomnienia.

12


12z


Jestem też szczęśliwą właścicielką białego albumu Beatlesów. Kupiłam go z konkretnego powodu, bo przyznam, że nie jestem turbo fanką i słucham raczej sporadycznie. Kiedyś czytałam o artyście, który na jedną z rocznic wydania White Album wynajął ogromną halę gdzieś w Stanach i powiesił na ścianie wszystkie zebrane fizyczne okładki tego krążka. Dzięki temu, można było zobaczyć, jak każda z nich przeżyła swój czas, jak zostały wyeksploatowane, zniszczone lub zabrudzone. Super koncept, ukazujący lifeline albumu. Puste okładki po wielu latach kończyły z wieloma indywidualnymi historiami. Nie wiem, czy to był genialny pomysł The Beatles, ale nawet jeśli nie, to i tak jest to świetna idea. Mam wrażenie, że obecnie ciężko byłoby wydać album, na której nie ma ani jednej literki.

Co chciałabym wam jeszcze pokazać to dowód mojego zamiłowania do piosenki francuskiej. Jestem fanką rodziny Gainsbourgów. Muszę przyznać, że Charlotte i jej siostra, czyli Lou Doillon są moimi muzami, zresztą podobnie jak Jane Birkin. Uwielbiam też najsmutniejszą twarz francuskiej piosenki, czyli Jacquesa Brela. Muszę wam pokazać teledysk do piosenki Ne Me Quitte Pas, niesamowite emocje podane jedynie za pomocą mimiki i wokalnej ekspresji. A jego płytę kupiłam za grosze od chłopca, który sprzedawał je niedaleko cmentarza Père-Lachaise w Paryżu.

Przyznam, że mam mało płyt rapowych, chociaż słucham takiej muzyki dość dużo. Widzicie - tylko Seven Davis Jr. oraz Roots Manuva. Ostatnia płyta brytyjskiej legendy - Bleeds, bardzo fajnie wydana, przeszła trochę bez echa, a jest solidnie wyprodukowana i potrafi wciągnąć. Od jakiegoś czasu poluję na untitled unmastered Kendricka Lamara, bo słucham jej w kółko. Co jeszcze - Mono/Poly i Golden Skies, ma już dobre kilka lat, ale to niesamowicie dobra rzecz wydana w Brainfeederze. Mam zamiłowanie do krojów szeryfowych, a w art designie tego albumu jest tego sporo - trochę na przekór nowoczesności. I to jest kolejna sprawa na którą mało kto się zgadza - problemy grafików (śmiech). Specyficzny font super siedzi na tej okładce. Włączam Ra Rise, bo to mój ulubiony kawałek.

Kiedyś czytałam o artyście, który na jedną z rocznic wydania White Album wynajął ogromną halę gdzieś w Stanach i powiesił na ścianie wszystkie zebrane fizyczne okładki tego krążka. Dzięki temu, można było zobaczyć, jak każda z nich przeżyła swój czas, jak zostały wyeksploatowane, zniszczone lub zabrudzone. Super koncept, ukazujący lifeline albumu.

13z


14a


14z

Wpadł mi do ręki album artystów, na których się ostatnio obraziłam - mowa o BadBadNotGood. Pytacie dlaczego i już spieszę z odpowiedzią. Na ich ostatnim koncercie w Polsce saksofonista stwierdził, że wyjdzie tylko na dwa pierwsze kawałki i na tym zakończy swój występ. Nie mam pojęcia, co się stało, ale cała akcja dość negatywnie na mnie wpłynęła. W ramach protestu przestałam ich na chwilę słuchać - takie moje emocjonalne podejście (śmiech). Kontynuując muzyczne uzewnętrznienia: soundtrack Józefa van Wissema do jarmushowego Only Lovers Left Alive. Świetny film, krwistoczerwony winyl. Z tego, co mi wiadomo, Józef mieszka od wielu lat na warszawskiej Pradze.

Emika i jej Klavírní. Szczęśliwie imiennie dla mnie podpisany po DJ secie w Warszawie. Dla mnie to sentymentalny krążek, artystka postanowiła go rozpisać również na nuty. Mam cichy plan, żeby kiedyś wstawić do mieszkania pianino. Na pewno kiedyś znalazłabym więcej czasu na nauki. Zawsze powtarzam, że gdybym była zdolniejsza, na pewno zostałabym muzykiem (śmiech).

Na koniec już, last but not least, bogate wydanie Massive Attack - podsumowując całą ścieżkę muzycznych zainteresowań, zdrad, odejść i powrotów wciąż jestem dzieckiem trip-hopu, tempa 80 BPMów. Portishead, Hooverphonic, Martina Topley Bird, Tricky, UNKLE i całej tej magicznej otoczki. To chyba gatunek mojego dojrzewania muzycznego, dlatego myślę o nim zawsze z sentymentem.

Nie jestem wytrawnym kolekcjonerem, nigdy też chyba nie myślałam o tym. Rzadko kupuję, traktuję winyle jako prezent dla samej siebie, jako coś dobrego. Być może, jeśli przyszlibyście za rok, miałabym o te 10 płyt więcej. To uniwersalny temat, który zawsze jest dobrym powodem do rozmowy, bo fajnie jest o muzyce rozprawiać.

I o okładkach, bo okładki są bardzo ważne.

16a

Beata Śliwińska 'Barrakuz' – rocznik 1988. Z wykształcenia architekt krajobrazu, z zamiłowania i zawodu visual designerka i ilustratorka. Mieszka i tworzy w Warszawie. Jest fanką kolażu i na tej technice opiera głównie swój styl pracy. Jest autorką postprodukcji graficznej sesji edytorialowych i modowych, okładek płyt muzycznych, okładek książek, ilustracji, oprawy graficznej wydarzeń kulturalnych, koncertów, a także identyfikacji wizualnych. Prowadzi autorski sklep internetowy z grafikami. Współpracuje m.in. z Adidasem, Audioriver Festival, Magazynem Usta, Asfalt Records, Charaktery, Skoda Polska, Local Heroes, Orska, Flirtini, Levi's i.in. Jest autorką okładek płyt muzycznych spod szyldu U Know Me Records, Sony Music, Warner, ART2. Współpracuje graficznie z zespołem Kamp!, Night Marks czy Taco Hemingwayem. Jej projekty pojawiały się na łamach HUF Magazine, Zwykłe Życie, Label Magazine, Futu, Fathers, KMAGa, Lounge Magazine, Pismo. Jej pracę docenił i wydrukował włoski Vogue, a plakaty były prezentowane podczas LA Artistic Book Fair w Los Angeles. Odpowiada za projekt graficzny najnowszej płyty Króla - 'Przewijanie na podglądzie', a także jest artem w restauracji Raj i Niebo/Piekło nad Niebem.

24